Na zimę robię się bardzo blada, dlatego codziennie używam pudru brązującego. Tym razem uwzięłam się na piękne, opalizujące, wypiekane złotko od Max Factor, Creme Puff Blush 25.

Powróciłam też w łaski nieziemsko trwałych cieni w kredce marki Kiko Milano. Posiadam trzy odcienie z serii Color Up Long Lasting Eyeshadow. Numer 11 najlepiej pasje do klimatycznych, jesienno zimowych makijaży - złoty, przepełniony drobinkami, rozświetlający.

Uwielbiam szminki Mac! Brave Red to soczysta czerwień, jak nazwa wskazuje - dla odważnych! Po wakacjach chętnie nakładam na usta mocno kremowe, wyraziste szminki.




Przerażająco duży zapas masełek do ust Organique zmusza mnie, by używać ich jeszcze częściej! Oczywiście - to żaden problem dla mnie. Aplikacja ich to czysta przyjemność, a na celowniku mam aktualnie wersję wiśniową. Tuż po niej ruszam z czekoladką :D

Serum - odżywka do rzęs Revive Lashes od Floslek to kosmetyk, do którego po długim czasie postanowiłam powrócić. Bardzo fajnie wypływa na moje kruche rzęsy, wzmacnia je, przyciemnia i przyśpiesza wzrost.


Waniliowy krem do rąk L'occitane to must have w torebce! Mały, poręczny, pięknie pachnący i nawilżający.


9


Zawsze narzekałam na swoje rzęsy i zawsze trudno było mi kupić odpowiedni tusz dla nich. Krótkie, jasne, liche, a do tego jeszcze dosyć rzadkie. Bardzo dobrze radzi sobie z nimi tusz z Lovely, o którym krążą skrajne opinie w internecie oraz z Rimmela, Wonder Full z olejkiem arganowym i w wersji wodoodpornej (opinia wkrótce na blogu). Na promocji w Rossmannie skusiłam się na maskarę Bourjois, ich nowość Volume Reveal i odkąd pierwszy raz jej użyłam, wszystkie inne mazidła do rzęs odstawiłam na bok! 



Tusz na promocji kosztował ok. 20 zł. Ma pojemność 7.5 ml. Urzeka swoim opakowaniem! Czarne, z lustereczkiem (!), różowymi napisami - kobiece, eleganckie, a przy tym praktyczne. Posiada silikonową, średniej wielkości szczoteczkę, pomocną podczas aplikacji. 



Kolor czarny Radiant Black jest zwyczajny - to najlepsze określenie. Ani tam z domieszkami szarości, ani jakiś mega intensywny. Zwykły. Czarny. Konsystencja tuszu nie jest gęsta, ale też nie za rzadka. Szczoteczka porządnie rozczesuje rzęsy. Po użyciu Volume Reveal są optycznie dużo, dużo dłuższe! Jeśli nie przesadzimy z warstwami i ograniczymy się do 2, unikniemy też nieestetycznych pajączków i grudek. Oprócz efektu wydłużenia, tusz oczywiście spełnia też swoją podstawową rolę, którą jest pogrubienie włosków. Rzeczywiście wyglądają na silniejsze i grubsze. Jestem zadowolona z działania tego tuszu i sięgam po niego codziennie. Nie powiem Wam, że zmieni Wasze rzęsy w dwa wachlarze, ale na pewno w sposób dziewczęcy, a jednocześnie wyrazisty je podkreśli! 
8

Korektor rozjaśniający Radiance Reveal od Bourjois był jedyną rzeczą, którą chciałam zakupić podczas promocji na kosmetyki do twarzy w Rossmannie. Bardzo lubię podkłady tej marki, dlatego wiązałam z nim duże nadzieje, które niestety nie do końca zostały spełnione..



Podoba mi się opakowanie - klasyczne, estetyczne, wygodne podczas aplikacji. Odcień 01 też mi pasuje; naprawdę jasny, o lekko żółtych tonach. Zapach znośny, przypomina mi woń kremu Nivea do twarzy w niebieskim, okrągłym opakowaniu. Konsystencja w sam raz - nie za rzadka, ale też nie za gęsta. Kosmetyk dobrze rozprowadza się na twarzy, nie zbiera w załamaniach, nie wałkuje.

Wymieniłam chyba jego wszystkie zalety. Stanowczo wadą tego korektora jest jego trwałość. Za słabe okazało się też krycie. Rozumiem, że to korektor rozjaśniający, a nie kamuflaż, aczkolwiek i tak spodziewałam się lepszego maskowania niedoskonałości, czy chociaż cieni...



Wspomniałam o rozjaśnianiu i niestety tu też muszę się przyczepić. Efektu świeżej, promiennej i świetlistej skóry po aplikacji Radiance Reveal nie dostrzegam. Bardzo chciałam wypróbować, więc wypróbowałam. Z chęcią zużyję opakowanie, ale więcej go nie kupię. Średniak o niezłej formule!

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!


11
Contouring Cream Palette, Catrice w odcieniu C01 Each and Every Cream to niestety limitka. Profilaktycznie zaglądam do Hebe i tam też ją wypatrzyłam, dokładnie ostatnią sztukę. Była odrobinkę zmacana, ktoś palucha musiał do niej wsadzić, ale mimo to, ze świadomością, że już mogę nie mieć takiej okazji, wrzuciłam ją do koszyka i pognałam do kasy :)



Kosztowała ok. 20 zł. Zrobiona jest naprawdę porządnie, nie z byle jakiego plastiku. Nie otwiera się, nie brudzi. Posiada wewnątrz lustereczko i oczywiście dwa kremowe korektory do konturowania. Ich odcień jest chłodny, dobrze dobrany dla kobiet o jasnej / normalnej karnacji.

Paletka sprawdzi się u osób, dla których konturowanie twarzy to coś nowego i dopiero stawiają pierwsze kroczki. Efekty. jakie daje są subtelne, ciężko byłoby zrobić sobie za jej pomocą krzywdę.



Jasny korektor fajnie podkreśli miejsca, które chcemy wyeksponować, zaś ciemniejszy z powodzeniem doda naszej twarzy smukłości. Nie wpada w odcień pomarańczowy, jest naturalny; nie za ciemny, ani też nie za jasny. Korektory dobrze współpracują z innymi produktami. Są trwałe, nie wchodzą w załamania skóry, a gdy już się ścierają to równomiernie, nie tworząc plam i zacieków.



Koniecznie napiszcie, czy też udało Wam się upolować tę paletkę i czy jesteście równie zadowolone, jak ja! :)

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!
12


Dzisiaj tak króciutko, tylko pochwalę się zakupami :) Trzy nowe paletki.. moje zachcianki ograniczające się do cieni zostały właśnie zaspokojone na chwilkę. Na dniach, jeśli tylko światło na to pozwoli, pojawią się pełne recenzje i swatche.



Maybelline, The Nudes ok. 20-25 zł (na promocji Rossmann -49%)
Solidne opakowanie, kolory idealnie wpisujące się w mój gust. Mam do niej kilka zastrzeżeń, ale za taką cenę warto o niej pomyśleć. Szczególnie jeśli lubicie stonowane, naturalne odcienie.



Golden Rose, Professional Palette Eyeshadow, 19,90 zł
Wybrałam wersję o numerze 109 (, choć 111, jeśli się nie mylę też jest bardzo ładna. Nie nazwałabym tej paletki profesjonalną ze względu na jej liche, trochę tandetne i niestaranne opakowanie, ale jeszcze nie wiem, jakiej jakości są same cienie. Może rekompensują braki wizualne produktu.






Wibo, Neutral, ok. 20 zł (na promocji Rossmann -49%)Miałam jej nie kupować, ale w ostatniej chwili wróciłam się po nią do szafy Wibo. Brązy to moje kolory, a ona składa się niemal z samych brązowych odcieni - od jasnych, po ciemne, od matowych, po błyszczące. Plus za fajne nazwy np. sweet toffie, peach cream czy milk chocolate. Dużą zaletą jest też estetyczne, choć jak na Wibo przystało kiczowate opakowanie. Zawartość paletki myślę, że mnie nie rozczaruje, tylko zainspiruje do ciekawych połączeń :)

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!



13
Ja bardzo nie lubię czekać na efekty, dlatego zdecydowałam się na wypróbowanie tych skarpetek długo po tym, jak zrobiło się o nich głośno. Wszyscy je mieli, prócz mnie.



Skarpetki L'biotica dorwałam w Hebe za jeśli dobrze pamiętam 15,99 zł. Znajdują się w foli, solidnie nasączonej płynem. Kiedy już umieścimy w nich swoje (suche, nie mokre! bez ran, w zdrowym stanie!) stopy, dla zabezpieczenia i komfortu nakładamy na nie zwyczajne, bawełniane skarpetki. Czekamy 60 do 90 minut. W tym czasie możemy poczytać, posiedzieć przed laptopem, obejrzeć serial... Ponad godzina upływa i co dalej? Zdejmujemy skarpety i spłukujemy ze stóp resztki płynu, osuszamy.

Mija 5-10 dni. Według producenta skóra na stopach zaczyna się łuszczyć. A co naprawdę się dzieje? Ja musiałam uzbroić się w anielską cierpliwość. Czekałam około dwóch tygodni aż coś tam na moich stopach zacznie się dziać. Z dnia na dzień robiła się coraz bardziej sucha, by następnie delikatnie się łuszczyć, a na końcu odpaść dużymi płatami. Czytałam opinie na wizażu, że u niektórych z Was skóra nie drgnęła i pozostała na swoim miejscu bez zmian. U mnie tak się nie stało, ale czy to dobrze, czy nie, trudno mi powiedzieć.

Niby wszystko przebiegło pomyślnie, naskórek się złuszczył, by zastąpił go nowy, miękki, gładki... Tylko niekoniecznie w miejscach, które tego potrzebowały. Tam gdzie moja skóra jest twarda i potrzebuje pomocy (np. stopy)  złuszczanie było najmniej widoczne. Zaś tam gdzie na szorstką skórę nie narzekam - najbardziej. Odniosłam więc wrażenie, że skarpetki faktycznie działają, ale na tyle słabo, by poradzić sobie tylko ze skórą stosunkowo cienką i miękką. Polecicie jakieś inne skarpety złuszczające?

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!

6
Marka Organique poszerzyła swój asortyment o pięć mydeł do twarzy. Do wyboru mamy:

mydło z zieloną glinką do cery tłustej
mydło z płatkami owsianymi do cery wrażliwej 
mydło z masłem shea do cery suchej
mydło z błotem z Morza Martwego do cery normalnej
mydło z białą glinką do cery dojrzałej


Dla mnie najciekawsze warianty to ten z błotem z Morza Martwego, z masłem shea oraz z płatkami owsianymi. Wybrałam to ostatnie. Chyba najlepiej pasuje do mojej skóry. Dajcie znać, na które Wy się skusiłyście :)

Ich cena to 19,90 zł, a waga 105 g. Opakowanie bardzo estetyczne, wielokrotnego użytku (wewnątrz wypełnione folią). Czytelne etykiety, a na nich informacja, że moje mydło zawiera: płatki owsiane, olej konopny, glicerynę roślinną, olej ze słodkich migdałów, wosk candelilla oraz olejek cytrynowy (to dlatego tak pięknie pachnie!). Składniki te w dużej mierze przyczyniają się do rozjaśnienia skóry (olejek cytrynowy), wzmocnienia, uelastycznienia, ochrony przed starzeniem i utratą wody (wosk, pozostałe olejki).


Bardzo potrzebowałam czegoś, co po codziennym, niekiedy szybkim i niekoniecznie starannym demakijażu zmyje tak na sto procent resztki podkładu, korektorów i innych kosmetyków. Kiedy tylko usłyszałam, że Organique wprowadza mydełka do twarzy, postanowiłam wypróbować choć jedne i nie żałuję! Wersja z płatkami owsianymi do skóry wrażliwej cudownie pachnie cytryną i bez problemu rozprowadza się na skórze - delikatnie się pieni. Porządnie oczyszcza z zanieczyszczeń; resztek makijażu, nadmiaru sebum. Pozostawia ją świeżą i napiętą. Wiem, że niektóre kobiety nie przepadają za tym uczuciem, aczkolwiek w tym przypadku nie ma ono nic wspólnego z wysuszeniem skóry. Jest lekko naciągnięta, ale to efekt wyłącznie dogłębnego oczyszczenia. Odpowiednio dobrane mydło fajnie sprawdzi się w roli przygotowującej do aplikacji kremu. Z pewnością poprawi jego wchłanialność, a przy czym skuteczność działania. Mydło nadaje się do codziennej pielęgnacji. Dodam jeszcze, że jest niesamowicie wydajne :) Używam go zarówno rano jak i wieczorem i wydaje mi się, że w ogóle nie zmienia swojej objętości. Jeśli jeszcze go nie macie, wpadnijcie do Organique. Być może wśród tych 5 wariantów znajdziecie mydełko idealne do potrzeb Waszej skóry :)

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!
6
O czarnym mydle jest głośno na blogach od dawna. Podejrzewam, że niemal każda z Was ma go gdzieś na swojej kosmetycznej półeczce. I wcale się nie dziwę! Ja, choć nie jestem zwolenniczką stosowania go w codziennej pielęgnacji, lubię od czasu do czasu po nie sięgać, by zafundować swojej skórze porządną dawkę oczyszczenia.



Savon Noir - ciało
Dobrą i chyba najbezpieczniejszą opcją jest używanie czarnego mydła podczas kąpieli, zamiast klasycznego żelu pod prysznic. W połączeniu z rękawicą Kessa, oprócz działania oczyszczającego, gwarantowane mamy także to wygładzające. Niedługi masaż przygotuje naszą skórę do balsamowania lepiej niż peeling. 

Savon Noir - włosy
Bardzo rzadko zdarza mi się umyć włosy czarnym mydłem, ale bywają dni, kiedy ilość silikonów, które na nich osiadły jest już za duża i mam potrzebę dogłębnego ich oczyszczenia. Po takiej kąpieli włosy lepiej wchłaniają odżywcze składniki kosmetyków czy olejków. Moja skóra głowy, choć wybredna! lubi działanie savon noir i reaguje na nie lepiej niż na wiele szamponów zarówno drogeryjnych, jak i naturalnych.



Savon Noir - twarz 
W przypadku twarzy, czarne mydło może nam pomóc w jej pielęgnacji lub zaszkodzić. Wszystko zależy od indywidualnych potrzeb naszej cery. U mnie bywa różnie. Raz czarne mydło doskonale oczyszcza, niwelując przy tym zaskórniki. Innym razem odnosze wrażenie, że nieco przyczynia się do większej produkcji sebum. Polecam więc dodawanie czarnego mydła do swojego ulubionego, dobrego żelu do mycia twarzy, aby odrobinkę zmniejszyć moc jego działania :)


Plusy:
- doskonale oczyszcza!
- jest niesmaowicie wydajne
- możemy go stosować zarówno do twarzy, ciała, jak i włosów
- jest produktem naturalnym 

Minusy:
- specyficzny zapach
- silne działanie

A jak jest z Wami? Savon Noir ma swoje stałe miejsce w łazience, czy to zbędny gadżet?

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!
7
Zakupy podczas tych promocji to żadna przyjemność. Zdecydowanie lepiej jest wejść sobie do Hebe i na spokojnie wybrać to, co nam potrzebne. Bez przepychanek, bez nieprzyjemnej obsługi, która na żadne pytanie nie zna odpowiedzi. Bulwersuje się na samą myśl o Rossmannie lub sklepie Golden Rose. Może mam pecha, a może we większości tych sieci Panie pracownice odpowiadają na każde pytanie o nowe produkty - "jest to, co widać!" (Rossmann), albo -  "nie wiem, kiedy będzie dostawa", "raczej tego nie mamy,," (?!) (Golden Rose). W tym drugim przypadku połączenie wzroku z miną zatytuowaną "czekam aż sobie wyjdziesz" to również nie rzadkość.

Jak najszybciej weszłam, jak najszybciej wyszłam. Wzięłam to, co kupić chciałam. Na bardziej spontaniczne zakupy czasu i chęci nie miałam. Czy słabe zaopatrzenie Rossmannów przed tą promocją, co skutkuje pustymi regałami musi być już normą? Czy normą muszą być podczas -49 poodkręcane, rozwalone szminki, brak testerów, drogie Panie? Czy naprawdę trzeba się przepychać, trzeba zagradzać cały dostęp do szafy i grzebać, grzebać, grzebać, robiąc przy tym potworny bałagan.. Nie znam drugiej sieciówki, która wpadłaby na tak atrakcyjną promocję dla klientów i powtarzała ją chętnie tak często. Szkoda tylko, że w moim odczuciu Rossmann ma na celu wypchnięcie kosmetyków ze starszą datą za pół ceny, klientki zaś o głupią szminkę staranowałyby wszystko i wysztkich w pobliżu.

Kupiłam tylko trzy rzeczy. Na większą ilość być może skuszę się robiąc zakupy przez internet.



Wibo, Juicy Color. Pomadka i balsam do ust, 2 w 1. Z masłem shea. Kolor bardzo mi się podoba - wyrazisty, kobiecy. Ciekawa jestem jak się sprawdzi :)  Cena: ok. 5-6 zł.



Max Factor, pomadka Colour Elixir 833 Rosewood. Brakowało mi takiego typowo dziennego koloru. Wiążę z nią baaardzo duże nadzieje! Cena: ok. 22 zł



L'Oreal, Cream 110 I got the power. Śliczny, niesamowicie kremowy błyszczyk nude. Cena: 19,90 zł

Jak widzicie dość skormnie. Mam nadzieje, że Wasze zakupy przebiegły w miarę przyjemnej atmosferze. Teraz czekam na kosmetyki do oczu! :)

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!
32
Pudry i podkłady to te kosmetyki, z którymi staram się nie przesadzać. Zbyt często ich nie zmieniam, nie nakładam wiele. Bywają dni, że zupełnie z nich rezygnuję i daje skórze odpocząć. Ciężko mnie zadowolić. Moja skóra wprawdzie nie jest problematyczna, ale ja sama oczekuję wiele. 



W ciągu ostatnich tygodni sięgam po Max Factor, Creme Puff  i spokojnie mogę mu przyznać tytuł najbardziej uniwersalnego pudru, jaki znam! Kosztuje on niewiele - w drogeriach internetowych możecie trafić na ceny od 18,90 zł. Do wyboru mamy 10 całkiem fajnych, naturalnych odcieni. Ja wybrałam 53 Temting Touch. Ciepły, brzoskwiniowy, naturalny kolor. Jest jasny, ale nie dla typowych, naprawdę bardzo bladych kobiet. 



Odkryłam tylko dwie wady tego produktu. Po pierwsze opakowanie - słabej jakości, często otwiera mi się w torebce. Po drugie zapach - mocno perfumowany, drażniący, którego na szczęście na skórze już nie czuć. 

Pomimo tych drobnych minusów stał się moim ulubieńcem przez swoje działanie. To puder porządnie kryjący, którym łatwo stopniować efekt. Jeśli nie macie wiele do ukrycia, możecie delikatnie aplikować go pędzelkiem na twarz i wykończyć makijaż. Kiedy potrzebujecie zasłonić niedoskonałości warto posłużyć się gąbeczką dołączoną do opakowania - dla uzyskania lepszego efektu dobrze byłoby ją zwilżyć wodą. 



Trwałość jest świetna! Nie bedę Wam czarować, że mieści się pomiędzy 24, a 48 h, bo w takie bajki chyba nikt nie wierzy, ale spokojnie te 8 jeszcze dobrze wygląda. Skóra nie błyszczy, puder nie podkreśla suchych skórek, nie wchodzi w załamania i współpracuje z podkładami. Gdy moje opakowanie dobije do dna, na pewno ponownie zdecyduję się na zakup Creme Puff. :)
10


Ostatnio coś mało palę. Mój kominek do wosków często stoi zakurzony, a ja tylko od czasu do czasu profilaktycznie go czyszczę. W sezonie wiosna-lato być może nie mam potrzeby relaksowania się przy dobrym zapachu, albo najzwyczajniej nie mam czasu, by wieczorem odpalić kominek - kwiatek, pokruszyć ulubiony wosk i zabrać się za czytanie książki. Na szczęście coraz większymi krokami wkrada się jesień, a wraz z nią mój zapał do wosków. Muszę kupić sobie kilka nowych, a dziś opowiem Wam krótko, o tych które udalo mi się już wypróbować.



Lovely Kiku - bardzo go lubię! Chryzantemy, kwitnąca wiśnia, wanilia.. Czuję intensywne kwiaty, słodkie, wiosenne. To radosny zapach, poprawiający nastrój. Zazwyczaj omijam wszelkie kwiatowe nuty, ale ta jest inna, specyficzna, subtelna.




Pink Dragon Fruit - dobrze wpisuje się w mój klimat! Przepadam za wszelkimi owocowymi, słodkimi, lekko kwaśnymi zapachami. Ten właśnie taki jest. Dosyć uniwersalny i apetyczny!



Winter Glow - jego resztki zostawiam sobie na zimę, bo świetnie wpisuje mi się w scenerię białych ulic i drzew, które widzę wtedy zza okna. Świąteczny, magiczny. Dla wielbicielek zapachów świeżych, takich czystych, nieskazitelnych, nierozpraszających.



Sugared Apple - kolejny zapach dobry w okresie zimowym, szczególnie w czasie świątecznym. Wyczuwalne aromaty to jabłka, cukier i wanilia. Podoba mi się! Jest wyrazisty, odrobinę ciężki, ciepły, słodki. Zdecydowanie więcej w nim karmelizowanych jabłek niż wanili. Mogłabym go wąchać godzinami, aż do zmęczenia :)


10

Juz dawno chciałam Wam napisać o zestawie pędzli do makijażu, który dostałam w prezencie. Początkowo nie używałam ich, bo było mi szkoda, ale gdy już się przełamałam, bardzo polubiłam współpracę z nimi :)



Zestaw 16 pędzli do makijażu firmy Delfa możemy kupić w drogerii internetowej za 54,90 zł. Zamknięte są one w wygodnym, rozkładanym i wiązanym etui zrobionym z imitacji skóry. Rękojeść pędzli wykonana jest z drzewa brzozowego, a góra z włosia - tworzywa sztucznego. Producent zapewnia, że pędzle spokojnie można myć, gdyż nie spowoduje to ich zniekształcenia. W pełni popieram jego słowa, sprawdziłam to i potwierdzam - pędzle pozostają w stanie idealnym, kiedy myjemy je wodą i mydłem lub specjalnym środkiem. Grunt to odpowiednie przechowywanie i obchodzenie się z nimi w sposób delikatny. Wówczas posłużą nam długo.



Pędzle są bardzo dobrze dobrane, nie brakuje mi w tym zestawie żadnego, a nawet dwa, czy trzy uważam za zbędne. Między innymi pędzel - aplikator zupełnie do mnie nie przemawia, gdyż cienie wolę nakładać klasycznym pędzelkiem. Również omijam zawsze pędzel - wachlarz..chyba nigdy nie zorzumiem jego przeznaczenia.



Fajnie, że prócz standardowych pędzli do podkładu, pudru, różu, powiek, brwi i ust, znajdują się takie gadżety jak szczoteczka, a nawet dwie do brwi i rzęs. Na specjalne wyróżnienie zasługuje także skośny pędzelek z krótkiego włosia - lubię go i do cieni, i do eyelinera, czasami do brwi. O pędzlach do pudru i podkładu nie mogę powiedzieć złego słowa. Ten do różu jest naprawdę w porządku. Niczego w tym zestawie nie brakuje; będzie on niesamowicie pomocny i prosty w użyciu dla tych, którzy rozpoczynają swoją przygodę z profesjonalnym makijażem. Jest niedrogi, dobry jakościowo i skomponowany niemal z samych trafnych, użytecznych pędzli.
11