czwartek, 7 grudnia 2017

Hugo Boss, Boss Femme, woda perfumowana - recenzja




Nazwałabym te perfumy takim średniakiem. Bo to średnia trwałość, średnia półka cenowa, średni desing i średni zapach. Ale powiedziałabym też, że bardzo lubię tego przeciętniaka. mimo że na pierwszy rzut oka jest taki zwyczajny..


Jego cena to ok. 150 zł za 50 ml, jeśli dobrze traficie. Aktualnie w Empiku ten zapach kosztuje teraz 154,90 zł | 50 ml. Jest idealny na prezent raczej dla kobiet młodszych, choć ma w sobie coś tak uniwersalnego i kobiecego, że może sprostać wymaganiom również kobiet dojrzałych. Flakon, jak to flakon - ładny, elegancki. Spodobał mi się dużo bardziej dopiero po jakimś czasie ( i wcale nie powiem, że zwycięskie spotkanie z podłogą sprawiło, że spojrzałam na niego w zupełnie innym świetle).



Jako wielbicielka ulepków, wszelkiej maści słodyczy w perfumach nie jestem usatysfakcjonowana w stu procentach. To zapach bardziej kwiatowy - nie owocowy. Frezja, róża, ambra przeważają, dominują nad morelą, porzeczką i mandarynką. Gdzieś ta słodycz się przeplata, ale de facto nie jest mdło i ciężko. Czuję przy pierwszym psiknięciu świeży bukiet kwiatów, drzewne nuty i wybijającą się na pierwszy plan różę. Dopiero później otulające ją owoce, które po jakimś czasie gasną. Jest zmysłowo, delikatnie, dziewczęco i ulotnie..


Wybór Femme to pewniak. One mogą się podobać. Wspaniale sprawdzą się jako pachnidełko na co dzień, którego nie żal nam używać bez większej okazji, może do pracy? Co do trwałości, na mnie oscyluje w granicach 4 do 6 godzin. Nie ma szału, nie ma fajerwerków, ale rozczarowania też nie.  Na pewno z przyjemnością wypsikam je do końca.


Nuty: 
mandarynka, czarna porzeczka, frezja, stephanotis, orientalna lilia,
płatki bułgarskiej róży, drewno drzewa satin, morela, ambra

poniedziałek, 27 listopada 2017

Nowe zapachy na jesień | Yankee Candle




Ostatnio, będąc na jakichś większych zakupach skusiłam się na trzy nowe woski YC. Takie z serii mega słodkich i jedzeniowych. W sumie to skłamałam. Kupiłam cztery woski, ale ten o zapachu kawowych trufli niestety rozleciał mi się w torebce. Jakoś nie mogę się zebrać i wybrać świeczek tej marki. Zawsze są to te małe woski. Nie wiem po prostu czy na dłuższą metę nie zmęczyłabym się którymś zapachem..



Moje łupy są całkiem świeże. To smakowite nowości, o bardzo intensywnej woni. Magic Cookie Bar - mmmmmm, jeśli tak jak ja uwielbiacie połączenie karmelu, czekolady i ciasteczek to będziecie w siódmym niebie. Zdecydowanie jest to mój woskowy ulubieniec ostatnich dni! Idealny na jesienną chandrę, słodki i interesujący. Koniecznie, mając okazję - powąchajcie go!
Pain Au Raisin - kiedy tylko go wącham w głowie mam moje ulubione drożdżówki z rodzynkami. Przyjemny, średnio intensywny, taki naturalny, niesztuczny. Coś w nim jest, co sprawia, że zastanawiamy się, co tak naprawdę w nim czujemy. Bo niby rodzynki, ciasto drożdżowe, ale co jeszcze? Merry Berry Linzer - już tak zagadkowy nie jest. Piękny, świąteczny i tak samo słodki jak pozostałe. Najmniej lubiany przeze mnie z całej tej trójki. Trochę taki zbyt prosty. Owocowy - czuję w nim maliny, jakby kompot i gdzieś tam w tle kruche ciasteczka. Fajna dla nosa kompozycja.


ps. Byłam dziś na Listy do M. 3 w kinie! Może nie tak rewelacyjny jak poprzednie dwie części, ale to nadal fajny, polski film. Trochę wzruszający, trochę śmieszny, naprawdę miło się ogląda. :)