Ostatnio wpadły w moje ręce trzy nowe szminki. Jedną dostałam w prezencie, inną dostałam w ramach współpracy, a ostatnią kupiłam sama. Wszystkie się u mnie sprawdziły, dlatego postanowiłam napisać Wam o nich kilka słów.

Golden Rose, matowa pomadka w płynie (19,90 zł), numerek 13. Kolor nieco specyficzny. W opakowaniu przypomina bardzo jasną brzoskwinię, na usta natomiast to beż ze znikomą ilością ciepło różowych tonów. Przed zakupem radzę kolor sprawdzić na dłoni.

Co do samej pomadki - nie wysusza, pomimo swojego matowego wykończenia. Prezentuje się ładnie na ustach, równomiernie z nich schodzi i jest trwała. Dobra jakość, w rozsądnej cenie. :)

Szminki Mac uwielbiam i mam już coraz większą kolekcję (86 zł). Dołączył do niej piękny, lekko fioletowy róż Plumful o wykończeniu lustre. Moja ukochana Giddy pomału się kończy i brakowało mi czegoś ciemniejszego, ale na co dzień. 



Pozostając jedną nogą w temacie szminek/pomadek matowych, przedstawiam Wam nowość Rimmela The Only One Matte w kolorze 500 Take The Stage (cena 20-30 zł). To piękna, kremowa czerwień o matowym wykończeniu. Nie można tej szmince zarzucić ani słabej pigmentacji, ani trwałości. Rewelacyjna podczas imprez, niewymagająca wielu poprawek. Odcień nie podkreśla żółtej barwy zębów. Schodzi równomiernie, jest trwała, nie waży się w załamaniach ust. 


8
Kochani! Dzięki uprzejmości marki Floslek możecie razem ze mną testować ich nowości! :) Na Facebooku ruszyło już rozdanie, na którym do wygrania jest jeden zestaw kosmetyków, w którego skład wchodzą perełki rozświetlające i krem BB. Na blogu takich zestawów mam dla Was dwa!
Znalezione obrazy dla zapytania floslek all day



Co trzeba zrobić? Wystarczy zgłosić w komentarzu pod TYM postem chęć udziału w konkursie. Proszę też zamieścić w komentarzu początek swojego adresu mailowego. Wyniki ogłoszę 14 lutego. Zarówno na blogu, jak i na Facebooku :)

Nagrody: 



Doskonała propozycja dla kobiet aktywnych, które cenią szybki, naturalny i perfekcyjny wygląd. Innowacyjna formuła Selfie effect technology™ błyskawicznie wtapia się w skórę, maskując niedoskonałości, przebarwienia oraz redukuje zaczerwienienia. Micro-MINERAL complex idealnie dopasowuje się do odcienia cery i nadaje jej piękny, wyrównany koloryt. Krem długotrwale nawilża i wygładza skórę a filtr UV SPF 15 dodatkowo chroni przed negatywnym wpływem promieniowania słonecznego. Twarz wygląda naturalnie i promiennie nawet przez 12 godzin.
Luksusowy preparat przeznaczony dla nowoczesnych kobiet, oczekujących spektakularnych efektów. Idealny do skóry narażonej na negatywne działanie czynników zewnętrznych, takich jak: klimatyzacja, zanieczyszczenia atmosferyczne, tryb życia. Nowatorska formuła Selfie effect technology™ sprawia, że precyzyjnie dobrane składniki aktywne, zamknięte w unikalnych perłach, odmładzają i zapobiegają powstawaniu zmarszczek oraz długotrwale nawilżają. Skóra odzyskuje zdrowy, promienny wygląd i jedwabistą gładkość. Wyjątkowa pielęgnacja zapewnia piękny początek dnia.
26
Ostatnimi czasy niemal wszędzie się pojawiają! Blend it! podbiło kosmetyczny rynek i wcale się nie dziwię! Te gąbeczki są genialne, a ich cena nie powala nas tak, jak w przypadku oryginalnego BB.



W pakiecie duża gąbka + malutka do korektora kosztują około 30 zł. Dostaniecie taki zestaw między innymi na mintishop (ja akurat tu zamawiałam). Pewnie dobrze wiecie, jak aplikacja za pomocą jajka przebiega.. Trzeba nasączyć je wodą, następnie wycisnąć i przystąpić do nakładania podkładu/korektora. Radzę oczywiście kosmetyk nanieść na dłoń i z dłoni za pomocą gąbki przenosić go na twarz. Nigdy nie nakładać podkładu bezpośrednio na gąbkę :)



Jajko blend it! jest proste w użyciu i bardzo przyjemne. Nie tworzy smug, nabiera małą ilość produktu i sprawia, że nasza skóra wygląda świeżo i naturalnie. Gąbeczka sprawdza mi się zarówno przy podkładach gęstych, ciężkich, jak i przy tych wodnistych. Warto ją mieć!



A wady? Widzę tylko jedną. Mianowicie problem pojawia się, gdy chcemy gąbeczkę dokładnie umyć. Nie jest to takie proste. Barwi się od kosmetyków i niestety wiele mydeł nie jest w stanie sobie z tym poradzić.



12
Powiem skromnie, że (prócz serii kaszmirowej) używałam już wszystkich kosmetyków Organique. Bardzo lubię i doceniam tę firmę. Z upragnieniem wyczekuję nowości, bo twierdzę, że ukazują się one stanowczo za rzadko. Od około dwóch miesięcy, możemy cieszyć się aloesowym zestawem, który wkroczył w asortyment marki i został dedykowany nam, wrażliwcom. Ale czy to na niego tak czekałam?



Moja skóra twarzy, choć młoda - jest wymagająca. Łatwo ją wysuszyć, łatwo o zaskórniki, o nadmiar sebum, o powracającą wojnę z wągrami. Czasami wydaje mi się, że dobrałam już idealny zestaw do pielęgnacji, a na dłuższą metę nie zdaje on egzaminu. Lub po prostu o jeden kosmetyk przesadziłam, o jedną maseczkę za dużo. Za dużo o zbyt matujący krem, albo tonik - w składzie z alkoholem, bo zapomniałam sprawdzić. Różnie to bywa. Staram się być ostrożna i pamiętać, że mniej znaczy więcej. Dziś pominę krem do twarzy, który niestety musi poczekać na swoją kolej. Z przyjemnością jednak opowiem Wam o płynie micelarnym i maskach. (jedna lepsza od drugiej! )



Maska do twarzy, terapia łagodząca | aloes, witamina E

Kremowo-żelowa konsystencja rzeczywiście daje skórze ukojenie, a delikatny zapach nie drażni nosa. Myślę, że najfajniejsze efekty zobaczycie, stosując ją po oczyszczeniu twarzy, przed snem, po ciężkim dniu. Nie musicie się martwić, że dobrych kilka godzin spędzi na Waszej twarzy. Producent nie zaleca jej zmywać, a wmasować aż do wchłonięcia. Możecie liczyć na skórę gładką i przyjemną w dotyku, nawilżoną i odświeżoną. Z wielką chęcią ponownie sięgnę po tę maskę!




Maska algowa do twarzy | aloes 

To mój absolutny ulubieniec wśród aloesowych kosmetyków Organique! Maska jeszcze lepsza od poprzedniej! Must have podczas domowego spa! Jedyny minus, choć czy taki wielki (?), to przygotowanie jej. Musimy w proporcji 1:3 (m - w) połączyć ją z wodą. Po dokładnym wymieszaniu, a wcześniejszym oczyszczeniu skóry, niezwłocznie nakładamy aloesowe algi na twarz. Czujemy łagodzący chłód (polecam użyć dość zimnej wody!), aplikacja staje się czystą przyjemnością. Przez 15-20 minut oglądamy ulubiony serial. Po upływie tego czasu, maskę ściągamy i mamy perfekcyjnie przygotowaną cerę do użycia kremu. Maseczka jest wydajna, często po nią sięgam (jak i po mydełko do codziennej pielęgnacji, które widzicie na zdjęciu). 



Płyn micelarny; oczyszczenie, łagodzenie | aloes, ekstrakty ziołowe 

Podoba mi się desing tej serii, estetycznie i praktycznie, ale przyznam Wam, że jakąś 1/4 płynu wylałam, bo nie dokręciłam koreczka. Swoją drogą - ładnego, srebrnego koreczka z logiem marki. Oczywiście, to ja jestem gapa, a opakowanie jest jak najbardziej szczelne. Konsystencja płynu i jego wydajność nie wyróżnia się niczym szczególnym. Działanie za to jest godne pochwały; skuteczne, a zarazem  nieinwazyjne. Pewnie kiedyś wspomniałam Wam, że mam chore oczy i zawsze z lekkim niepokojem sięgam po produkty, za których pomocą mogę zrobić sobie demakijaż powiek i rzęs. Płyn jak najbardziej się sprawdził, nie podrażnia mnie i choć przy jednym pociągnięciu wacika nie zmyje wodoodpornej maskary, to bez większego problemu ( i tarcia skóry), jeśli damy mu chwilkę, upora się z całym makijażem. Polubiłam się z nim, choć muszę powiedzieć, że brakuje mi w tym płynie efektu łagodzącego. Zawsze po użyciu go, czuję, że muszę sięgnąć po krem. Skóry nie przesusza, ale w moim przypadku trochę napina/naciąga, a ja nie przepadam za tym uczuciem.  


A jakie wrażenie na Was zrobiła aloesowa seria? Bo ja.. zakochałam się w tych maseczkach! :) 
5

Na zimę robię się bardzo blada, dlatego codziennie używam pudru brązującego. Tym razem uwzięłam się na piękne, opalizujące, wypiekane złotko od Max Factor, Creme Puff Blush 25.

Powróciłam też w łaski nieziemsko trwałych cieni w kredce marki Kiko Milano. Posiadam trzy odcienie z serii Color Up Long Lasting Eyeshadow. Numer 11 najlepiej pasje do klimatycznych, jesienno zimowych makijaży - złoty, przepełniony drobinkami, rozświetlający.

Uwielbiam szminki Mac! Brave Red to soczysta czerwień, jak nazwa wskazuje - dla odważnych! Po wakacjach chętnie nakładam na usta mocno kremowe, wyraziste szminki.




Przerażająco duży zapas masełek do ust Organique zmusza mnie, by używać ich jeszcze częściej! Oczywiście - to żaden problem dla mnie. Aplikacja ich to czysta przyjemność, a na celowniku mam aktualnie wersję wiśniową. Tuż po niej ruszam z czekoladką :D

Serum - odżywka do rzęs Revive Lashes od Floslek to kosmetyk, do którego po długim czasie postanowiłam powrócić. Bardzo fajnie wypływa na moje kruche rzęsy, wzmacnia je, przyciemnia i przyśpiesza wzrost.


Waniliowy krem do rąk L'occitane to must have w torebce! Mały, poręczny, pięknie pachnący i nawilżający.


10


Zawsze narzekałam na swoje rzęsy i zawsze trudno było mi kupić odpowiedni tusz dla nich. Krótkie, jasne, liche, a do tego jeszcze dosyć rzadkie. Bardzo dobrze radzi sobie z nimi tusz z Lovely, o którym krążą skrajne opinie w internecie oraz z Rimmela, Wonder Full z olejkiem arganowym i w wersji wodoodpornej (opinia wkrótce na blogu). Na promocji w Rossmannie skusiłam się na maskarę Bourjois, ich nowość Volume Reveal i odkąd pierwszy raz jej użyłam, wszystkie inne mazidła do rzęs odstawiłam na bok! 



Tusz na promocji kosztował ok. 20 zł. Ma pojemność 7.5 ml. Urzeka swoim opakowaniem! Czarne, z lustereczkiem (!), różowymi napisami - kobiece, eleganckie, a przy tym praktyczne. Posiada silikonową, średniej wielkości szczoteczkę, pomocną podczas aplikacji. 



Kolor czarny Radiant Black jest zwyczajny - to najlepsze określenie. Ani tam z domieszkami szarości, ani jakiś mega intensywny. Zwykły. Czarny. Konsystencja tuszu nie jest gęsta, ale też nie za rzadka. Szczoteczka porządnie rozczesuje rzęsy. Po użyciu Volume Reveal są optycznie dużo, dużo dłuższe! Jeśli nie przesadzimy z warstwami i ograniczymy się do 2, unikniemy też nieestetycznych pajączków i grudek. Oprócz efektu wydłużenia, tusz oczywiście spełnia też swoją podstawową rolę, którą jest pogrubienie włosków. Rzeczywiście wyglądają na silniejsze i grubsze. Jestem zadowolona z działania tego tuszu i sięgam po niego codziennie. Nie powiem Wam, że zmieni Wasze rzęsy w dwa wachlarze, ale na pewno w sposób dziewczęcy, a jednocześnie wyrazisty je podkreśli! 
8

Korektor rozjaśniający Radiance Reveal od Bourjois był jedyną rzeczą, którą chciałam zakupić podczas promocji na kosmetyki do twarzy w Rossmannie. Bardzo lubię podkłady tej marki, dlatego wiązałam z nim duże nadzieje, które niestety nie do końca zostały spełnione..



Podoba mi się opakowanie - klasyczne, estetyczne, wygodne podczas aplikacji. Odcień 01 też mi pasuje; naprawdę jasny, o lekko żółtych tonach. Zapach znośny, przypomina mi woń kremu Nivea do twarzy w niebieskim, okrągłym opakowaniu. Konsystencja w sam raz - nie za rzadka, ale też nie za gęsta. Kosmetyk dobrze rozprowadza się na twarzy, nie zbiera w załamaniach, nie wałkuje.

Wymieniłam chyba jego wszystkie zalety. Stanowczo wadą tego korektora jest jego trwałość. Za słabe okazało się też krycie. Rozumiem, że to korektor rozjaśniający, a nie kamuflaż, aczkolwiek i tak spodziewałam się lepszego maskowania niedoskonałości, czy chociaż cieni...



Wspomniałam o rozjaśnianiu i niestety tu też muszę się przyczepić. Efektu świeżej, promiennej i świetlistej skóry po aplikacji Radiance Reveal nie dostrzegam. Bardzo chciałam wypróbować, więc wypróbowałam. Z chęcią zużyję opakowanie, ale więcej go nie kupię. Średniak o niezłej formule!

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!


11
Contouring Cream Palette, Catrice w odcieniu C01 Each and Every Cream to niestety limitka. Profilaktycznie zaglądam do Hebe i tam też ją wypatrzyłam, dokładnie ostatnią sztukę. Była odrobinkę zmacana, ktoś palucha musiał do niej wsadzić, ale mimo to, ze świadomością, że już mogę nie mieć takiej okazji, wrzuciłam ją do koszyka i pognałam do kasy :)



Kosztowała ok. 20 zł. Zrobiona jest naprawdę porządnie, nie z byle jakiego plastiku. Nie otwiera się, nie brudzi. Posiada wewnątrz lustereczko i oczywiście dwa kremowe korektory do konturowania. Ich odcień jest chłodny, dobrze dobrany dla kobiet o jasnej / normalnej karnacji.

Paletka sprawdzi się u osób, dla których konturowanie twarzy to coś nowego i dopiero stawiają pierwsze kroczki. Efekty. jakie daje są subtelne, ciężko byłoby zrobić sobie za jej pomocą krzywdę.



Jasny korektor fajnie podkreśli miejsca, które chcemy wyeksponować, zaś ciemniejszy z powodzeniem doda naszej twarzy smukłości. Nie wpada w odcień pomarańczowy, jest naturalny; nie za ciemny, ani też nie za jasny. Korektory dobrze współpracują z innymi produktami. Są trwałe, nie wchodzą w załamania skóry, a gdy już się ścierają to równomiernie, nie tworząc plam i zacieków.



Koniecznie napiszcie, czy też udało Wam się upolować tę paletkę i czy jesteście równie zadowolone, jak ja! :)

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!
12


Dzisiaj tak króciutko, tylko pochwalę się zakupami :) Trzy nowe paletki.. moje zachcianki ograniczające się do cieni zostały właśnie zaspokojone na chwilkę. Na dniach, jeśli tylko światło na to pozwoli, pojawią się pełne recenzje i swatche.



Maybelline, The Nudes ok. 20-25 zł (na promocji Rossmann -49%)
Solidne opakowanie, kolory idealnie wpisujące się w mój gust. Mam do niej kilka zastrzeżeń, ale za taką cenę warto o niej pomyśleć. Szczególnie jeśli lubicie stonowane, naturalne odcienie.



Golden Rose, Professional Palette Eyeshadow, 19,90 zł
Wybrałam wersję o numerze 109 (, choć 111, jeśli się nie mylę też jest bardzo ładna. Nie nazwałabym tej paletki profesjonalną ze względu na jej liche, trochę tandetne i niestaranne opakowanie, ale jeszcze nie wiem, jakiej jakości są same cienie. Może rekompensują braki wizualne produktu.






Wibo, Neutral, ok. 20 zł (na promocji Rossmann -49%)Miałam jej nie kupować, ale w ostatniej chwili wróciłam się po nią do szafy Wibo. Brązy to moje kolory, a ona składa się niemal z samych brązowych odcieni - od jasnych, po ciemne, od matowych, po błyszczące. Plus za fajne nazwy np. sweet toffie, peach cream czy milk chocolate. Dużą zaletą jest też estetyczne, choć jak na Wibo przystało kiczowate opakowanie. Zawartość paletki myślę, że mnie nie rozczaruje, tylko zainspiruje do ciekawych połączeń :)

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!



14
Ja bardzo nie lubię czekać na efekty, dlatego zdecydowałam się na wypróbowanie tych skarpetek długo po tym, jak zrobiło się o nich głośno. Wszyscy je mieli, prócz mnie.



Skarpetki L'biotica dorwałam w Hebe za jeśli dobrze pamiętam 15,99 zł. Znajdują się w foli, solidnie nasączonej płynem. Kiedy już umieścimy w nich swoje (suche, nie mokre! bez ran, w zdrowym stanie!) stopy, dla zabezpieczenia i komfortu nakładamy na nie zwyczajne, bawełniane skarpetki. Czekamy 60 do 90 minut. W tym czasie możemy poczytać, posiedzieć przed laptopem, obejrzeć serial... Ponad godzina upływa i co dalej? Zdejmujemy skarpety i spłukujemy ze stóp resztki płynu, osuszamy.

Mija 5-10 dni. Według producenta skóra na stopach zaczyna się łuszczyć. A co naprawdę się dzieje? Ja musiałam uzbroić się w anielską cierpliwość. Czekałam około dwóch tygodni aż coś tam na moich stopach zacznie się dziać. Z dnia na dzień robiła się coraz bardziej sucha, by następnie delikatnie się łuszczyć, a na końcu odpaść dużymi płatami. Czytałam opinie na wizażu, że u niektórych z Was skóra nie drgnęła i pozostała na swoim miejscu bez zmian. U mnie tak się nie stało, ale czy to dobrze, czy nie, trudno mi powiedzieć.

Niby wszystko przebiegło pomyślnie, naskórek się złuszczył, by zastąpił go nowy, miękki, gładki... Tylko niekoniecznie w miejscach, które tego potrzebowały. Tam gdzie moja skóra jest twarda i potrzebuje pomocy (np. stopy)  złuszczanie było najmniej widoczne. Zaś tam gdzie na szorstką skórę nie narzekam - najbardziej. Odniosłam więc wrażenie, że skarpetki faktycznie działają, ale na tyle słabo, by poradzić sobie tylko ze skórą stosunkowo cienką i miękką. Polecicie jakieś inne skarpety złuszczające?

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!

7
Marka Organique poszerzyła swój asortyment o pięć mydeł do twarzy. Do wyboru mamy:

mydło z zieloną glinką do cery tłustej
mydło z płatkami owsianymi do cery wrażliwej 
mydło z masłem shea do cery suchej
mydło z błotem z Morza Martwego do cery normalnej
mydło z białą glinką do cery dojrzałej


Dla mnie najciekawsze warianty to ten z błotem z Morza Martwego, z masłem shea oraz z płatkami owsianymi. Wybrałam to ostatnie. Chyba najlepiej pasuje do mojej skóry. Dajcie znać, na które Wy się skusiłyście :)

Ich cena to 19,90 zł, a waga 105 g. Opakowanie bardzo estetyczne, wielokrotnego użytku (wewnątrz wypełnione folią). Czytelne etykiety, a na nich informacja, że moje mydło zawiera: płatki owsiane, olej konopny, glicerynę roślinną, olej ze słodkich migdałów, wosk candelilla oraz olejek cytrynowy (to dlatego tak pięknie pachnie!). Składniki te w dużej mierze przyczyniają się do rozjaśnienia skóry (olejek cytrynowy), wzmocnienia, uelastycznienia, ochrony przed starzeniem i utratą wody (wosk, pozostałe olejki).


Bardzo potrzebowałam czegoś, co po codziennym, niekiedy szybkim i niekoniecznie starannym demakijażu zmyje tak na sto procent resztki podkładu, korektorów i innych kosmetyków. Kiedy tylko usłyszałam, że Organique wprowadza mydełka do twarzy, postanowiłam wypróbować choć jedne i nie żałuję! Wersja z płatkami owsianymi do skóry wrażliwej cudownie pachnie cytryną i bez problemu rozprowadza się na skórze - delikatnie się pieni. Porządnie oczyszcza z zanieczyszczeń; resztek makijażu, nadmiaru sebum. Pozostawia ją świeżą i napiętą. Wiem, że niektóre kobiety nie przepadają za tym uczuciem, aczkolwiek w tym przypadku nie ma ono nic wspólnego z wysuszeniem skóry. Jest lekko naciągnięta, ale to efekt wyłącznie dogłębnego oczyszczenia. Odpowiednio dobrane mydło fajnie sprawdzi się w roli przygotowującej do aplikacji kremu. Z pewnością poprawi jego wchłanialność, a przy czym skuteczność działania. Mydło nadaje się do codziennej pielęgnacji. Dodam jeszcze, że jest niesamowicie wydajne :) Używam go zarówno rano jak i wieczorem i wydaje mi się, że w ogóle nie zmienia swojej objętości. Jeśli jeszcze go nie macie, wpadnijcie do Organique. Być może wśród tych 5 wariantów znajdziecie mydełko idealne do potrzeb Waszej skóry :)

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!
6
O czarnym mydle jest głośno na blogach od dawna. Podejrzewam, że niemal każda z Was ma go gdzieś na swojej kosmetycznej półeczce. I wcale się nie dziwę! Ja, choć nie jestem zwolenniczką stosowania go w codziennej pielęgnacji, lubię od czasu do czasu po nie sięgać, by zafundować swojej skórze porządną dawkę oczyszczenia.



Savon Noir - ciało
Dobrą i chyba najbezpieczniejszą opcją jest używanie czarnego mydła podczas kąpieli, zamiast klasycznego żelu pod prysznic. W połączeniu z rękawicą Kessa, oprócz działania oczyszczającego, gwarantowane mamy także to wygładzające. Niedługi masaż przygotuje naszą skórę do balsamowania lepiej niż peeling. 

Savon Noir - włosy
Bardzo rzadko zdarza mi się umyć włosy czarnym mydłem, ale bywają dni, kiedy ilość silikonów, które na nich osiadły jest już za duża i mam potrzebę dogłębnego ich oczyszczenia. Po takiej kąpieli włosy lepiej wchłaniają odżywcze składniki kosmetyków czy olejków. Moja skóra głowy, choć wybredna! lubi działanie savon noir i reaguje na nie lepiej niż na wiele szamponów zarówno drogeryjnych, jak i naturalnych.



Savon Noir - twarz 
W przypadku twarzy, czarne mydło może nam pomóc w jej pielęgnacji lub zaszkodzić. Wszystko zależy od indywidualnych potrzeb naszej cery. U mnie bywa różnie. Raz czarne mydło doskonale oczyszcza, niwelując przy tym zaskórniki. Innym razem odnosze wrażenie, że nieco przyczynia się do większej produkcji sebum. Polecam więc dodawanie czarnego mydła do swojego ulubionego, dobrego żelu do mycia twarzy, aby odrobinkę zmniejszyć moc jego działania :)


Plusy:
- doskonale oczyszcza!
- jest niesmaowicie wydajne
- możemy go stosować zarówno do twarzy, ciała, jak i włosów
- jest produktem naturalnym 

Minusy:
- specyficzny zapach
- silne działanie

A jak jest z Wami? Savon Noir ma swoje stałe miejsce w łazience, czy to zbędny gadżet?

---------------------------------------------
Na Facebook'u rozdanie! A do wygrania zestaw kosmetyków Organique, Bloom Essence!
7