wtorek, 5 września 2017

Maybelline, Master Strobing Liquid | rozświetlacz w płynie




Lubię wszystko to, co rozjaśnia, odświeża i odejmuje skórze zmęczenia. Master Stobing Liquid zbierał wiele pozytywnych opinii i przy którejś z rzędu promocji po prostu musiałam go kupić. Od razu spodobał mi się prosty i estetyczny aplikator. W sumie żaden to aplikator, tylko wyprofilowane opakowanie, by spokojnie nanieść rozświetlacz prosto z tubki na twarz. Do tego fajny desing, dobra cena, ładne odcienie. Wybrałam jasny kolor, najjaśniejszy, który jest ewidentnie różowy. Na skórze oczywiście pozostawia powłokę w takich tonach. Może ten ciemniejszy, złoty jest lepszy? Pewnie dla opalonych osób tak. Mi, bladej kobiecie do twarzy jest z tym różowawym, perłowym, o naprawdę mocnej pigmentacji.



Dobry to rozświetlacz, jeśli cenicie sobie poświęcony czas na makijaż. Aplikacja go nie zajmie Wam zbyt wiele. Gwarantuje też, że efekt, który zobaczycie w lustrze będzie subtelny i delikatny. Nie oznacza to jednak, że nietrwały. Absolutnie! Trwały, jak najbardziej! Musicie uważać natomiast z ilością - łatwo przegiąć i niestety, wówczas świecimy się aż nadto, a przecież żadnej z Nas o to nie chodzi. Polecam wypróbować. Starczy na długo i zadowoli i mniej, i bardziej wybredne.

piątek, 7 lipca 2017

BIOLOVE | Miłość od pierwszego wejrzenia...



Kontigo.. Coś mi się obiło o uszy i od tamtej pory ani razu tam nie weszłam. Jakoś nie czułam potrzeby. Tuż obok mnie są dwie drogerie Hebe, dwie Rossmann, centrum handlowe.. Któregoś dnia przechodziłam obok, zapewne się nie śpieszyłam, a nawet i miałam zbyt wiele czasu i zaszłam tak z ciekawości. Pierwsze wrażenia? To samo co wszędzie! I ta natrętna obsługa, patrzący podejrzliwie ochroniarz, który chyba nie wie, że blogerka musi wszystko zmacać i obwąchać, hihi. Kolejne spostrzeżenia? Ooo, mają kosmetyki azjatyckie! MOIA? Pure Heal's? Nie znam tych marek...



Niewielka szafa Biolove. Kosmetyki głownie do pielęgnacji ciała. Ich mogę mieć niezliczoną ilość. Balsamy, peelingi, świece do masażu. Odkręcam, wącham, oglądam. Estetyka - strzał w dziesiątkę! Zapachy? Naturalne i intensywne! Wiśniowy? A może brownie z pomarańczą? Truskawka, malina, zielona herbata? Każdy znajdzie coś dla siebie :)



Ja skusiłam się na dwa masełka do ciała, tak na wypróbowanie. Jedno o zapachu ciasteczek, drugie wiśniowe. Oba boskie! Treściwe, o dosyć tłustej konsystencji. Szybko się wchłaniają i pozostawiają lekki film na skórze. Dobrze sprawdzają się podczas wakacji, gdy nasza skóra po dużej dawce słońca potrzebuje nawilżenia i regeneracji. Mieszczą się w fajnych, poręcznych, plastikowych słoiczkach. Polecam kupić i sprawdzić na własnej skórze. Jestem niemal pewna, że tak jak ja zapragniecie więcej!